czwartek, 22 czerwca 2017

Nowości czerwca





          Bardzo lubię te chwile kiedy zachodzi potrzeba uzupełnienia kosmetycznych zasobów. Czasem wybór nowych kosmetyków trwa u mnie 2-3 dni. Lista zakupowa jest długa i często trudno jest zdecydować się czy wybrać taki krem lub szampon, czy inny. W końcu trzeba jednak podjąć męską decyzję i zdecydować co się kupi. Zobaczcie, co kupiłam w tym miesiącu.


Dwa żele do higieny intymnej: SYLVECO i BIOLAVEN. Nie są drogie, a ja będę miała możliwość przekonania się, który z nich jest lepszy.


Kolejne produkty to Krem do rąk odżywczy Biolaven, który niedawno zachwalała na swoim blogu Żan oraz Delikatny puder myjący CLEAN POWDER od MAKE ME BIO. O tym pudrze czytałam wiele pozytywnych opinii więc postanowiłam wypróbować go na własnej skórze.
Oczywiście nie mogło się obejść bez nowych mydełek w kostkach.



Kupiłam dwa mydełka SYLVECO, tonizujące i ujędrniające. Skusiłam się też na mydło BIOLAVEN. Ale to nie wszystkie mydełka. Kupiłam jeszcze takie:


Przypadkiem odkryłam mydlaną markę, o której nawet nie słyszałam. Nazywa się Ajeden. Jest to mała, rodzinna manufaktura mydła i miodu znajdująca się na obrzeżach Drawieńskiego Parku Narodowego. Korzystając z dobrodziejstwa składników z pól i lasów, miodu z własnej pasieki i mleka od własnych kóz, oferuje wyjątkowej jakości kosmetyki: mydła, sole i kule do kąpieli oraz przepyszne miody. Więcej o tej manufakturze przeczytacie na jej stronie internetowej.
Chyba Was nie zaskoczę jeśli powiem, ze miałam ochotę na więcej mydełek zarówno od Sylveco jak i Ajeden. Na szczęście rozsądek zwyciężył i poprzestałam na mniejszej ilości. Przetestowanie kolejnych kostek tych marek zostawiam na później.


To już wszystkie czerwcowe nowości. W tym miesiącu nie planuję już kosmetycznych zakupów.

sobota, 17 czerwca 2017

NATURA SIBERICA Duet witaminowy do włosów tłustych - mroźne jagody




       Lubię mieć szampon i odżywkę tej samej marki i najlepiej z tej samej linii kosmetycznej. Często kupuję takie duety i tym razem było tak samo. Skusiłam się na Szampon witaminowy do włosów tłustych-mroźne jagody i Balsam witaminowy do włosów tłustych-mroźne jagody rosyjskiej marki NATURA SIBERICA.


Szampon i balsam zawierają w swych składach ciekawe substancje roślinne np. ekstrakt z maliny moroszki. Malina moroszka zwana też maliną nordycką jest często spotykana w kosmetykach do włosów. Szampony i odżywki z maliną moroszką nawilżają, odżywiają i regenerują strukturę włosa. Wyciąg z żurawiny jest bogaty w polifenole dzięki którym posiada silne działanie antyoksydacyjne. Borówka brusznica ceniona jest w kosmetyce jako środek antyseptyczny i ściągający.
Producent zapewnia, że szampon witaminowy delikatnie i skutecznie oczyszcza, reguluje poziom sebum, wzmacnia włosy, nawilża i przywraca blask oraz chroni skórę przed podrażnieniami.


Szampon otrzymujemy w prostej, plastikowej butelce z zamknięciem na klik. Butelka jest dosyć duża i zawiera 400 ml szamponu. Szampon ma konsystencję typową dla większości szamponów i łatwo wylewa się z butelki potrzebną ilość. Zaskoczył mnie kolor tego szamponu. Jest różowy. Zapach też jest przyjemny, określiłabym go jako cukierkowo-landrynkowy. Nawet mi się spodobał. Szampon, zgodnie z obietnicą producenta, jest delikatny i nie podrażnia skóry ale jest skuteczny. Dobrze oczyszcza włosy i skalp, zmywa też oleje. Plącze włosy nie bardziej niż inne szampony. Po wyschnięciu włosy są błyszczące i dobrze się układają. Nie zauważyłam żeby zmniejszał czy opóźniał przetłuszczanie się włosów. 


Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Oleate, Glyceryl Linolenate, Niacinamide, Vaccinium Macrocarpon (żurawina wielkoowocowa) Fruit Extract, Rubus Chamaemorus (malina moroszka) Fruit Extract, Rubus Idaeus (malina właściwa) Fruit Extract*, Vaccinium Vitis-Idaea (borówka btusznica), Stearyl Citrate, Sodium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Citric Acid, L-Menthol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic
 Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, CI 16035.
* - pozyskiwane z upraw ekologicznych.

Balsam witaminowy do włosów tłustych-mroźne jagody otrzymujemy w identycznej pod względem wyglądu i wielkości butelce. Producent twierdzi, że kosmetyk odbudowuje uszkodzone włosy, zapewnia równowagę skórze głowy, odświeża i odżywia, nawilża i zmiękcza włosy, nadaje blask i wygładza.


Balsam ma konsystencję lekkiego kremu i nietrudno jest wydobyć go z butelki. Oczywiście po zużyciu około połowy balsamu trzeba odwróconą do góry dnem butelką potrząsnąć ale nie jest to wielki problem. Podobnie jak szampon ma kolor różowy tylko nieco jaśniejszy. Pachnie identycznie jak szampon. Łatwo rozprowadza się po włosach i nie spływa z nich. Sprawia, że włosy łatwo się rozczesują. Nie potrafię powiedzieć czy odbudowuje uszkodzone włosy, czy zapewnia skórze równowagę. Z pewnością nadaje im blask i wygładza, odświeża i odżywia ale nie obciąża. Nie zauważyłam natomiast żeby miał wpływ na wydzielanie sebum.   Włosy bardzo ładnie wyglądają i dobrze się układają.


Skład balsamu: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cydopentasiloxane, Glyceryl Stearate, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Linoleate, Tocopherol*, Vaccinium Macrocarpon (żurawina wielkoowocowa) Fruit Extract, Rubus Chamaemorus (malina moroszka) Fruit Extract, Rubus Arcticus (malina tekszla, jeżyna arktyczna) Fruit Extract, Vaccinium Vitis-Idaea (borówka brusznica) Seed Oil, Dimethiconol, Lauryl Glucoside, Citric Acid, L-Menthol, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Cetrimonium Bromide, Parfum, CI 16035
* - pozyskiwane z upraw ekologicznych.

Podsumowując uważam, że są to całkiem poprawne kosmetyki do włosów i od czasu do czasu można się na nie skusić. Ich dodatkowym plusem są spore opakowania i przystępna cena. Kupić można je tu      

wtorek, 13 czerwca 2017

MARTINA GEBHARDT Tonik z żeń-szeniem do cery wymagającej GINSENG




     Niedawno pisałam o toniku marki Eubiona, a dziś przedstawię inny tonik. Sprawdziłam, nie było to tak niedawno bo równo cztery tygodnie temu. Czas biegnie tak szybko, że wydaje się, że coś było całkiem niedawno, a tymczasem upłynęło już kilka tygodni. Dziś napiszę o Toniku z żeń-szeniem do cery wymagającej Ginseng od MARTINY GEBHARDT.


Producent tak pisze o toniku:
Bogaty w witaminy i składniki wspierające odbudowę naskórka tonik, przeznaczony do cery wymagającej powyżej 30 roku życia. Odświeża i intensywnie regeneruje przemęczoną skórę, zwiększając jej witalność i elastyczność.
Linia produktów z żeń-szeniem MARTINA GRBHARDT jest szczególnie bogata w witaminy i substancje budulcowe, które pomagają zachować witalność, elastyczność i zdolność do regeneracji cery wymagającej powyżej 30 roku życia.


Tonik ma wspaniały, naturalny skład, a wśród innych substancji znajduje się tam esencja spagiryczna z wyciągu z żeń-szenia. Żeń-szeń jest rośliną, której właściwości zdrowotne wykorzystywane są w tradycyjnej medycynie Dalekiego Wschodu od ponad 4000 lat. Jest również cennym surowcem kosmetycznym gdyż zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, jest silnym antyoksydantem, poprawia ukrwienie skóry przez co skóra staje się zaróżowiona, gładka i sprawia wrażenie młodszej. Żeń-szeń detoksykuje organizm dzięki czemu skóra przestaje być szara i zmęczona. Ekstrakt z lipy działa przeciwzapalnie i nawilżająco, poprawia elastyczność skóry, łagodzi podrażnienia, ogranicza wydzielanie sebum. Hydrolat z oczaru wirginijskiego ma silne działanie antyoksydacyjne i łagodzi stany zapalne. Polecany jest do pielęgnacji cery dojrzałej, trądzikowej i naczynkowej.


Mała buteleczka z białego, grubego szkła zawiera tylko 30 ml toniku. Butelka wyposażona jest w atomizer, który sprawi, że te 30 ml starczy na dosyć długo. To bardzo ekonomiczny sposób aplikacji toników.
Toniku używam rano i wieczorem i bardzo lubię tę chwilę gdy na oczyszczoną skórę opadnie chłodna, odżywcza i delikatnie pachnąca mgiełka. Czekam chwilę aż tonik się wchłonie, a gdy mam bardzo mało czasu, wklepuję go w skórę jak krem. Skóra jest ukojona, odświeżona i nawilżona, gładka i elastyczna. Teraz już mogę przystąpić do nakładania kremu. Jest to bardzo dobry tonik i śmiało mogę zaliczyć go do najlepszych jakie miałam. Kupić można go w tym sklepie.


Skład toniku (INCI): Aqua (Water), Alcohol*, Panax Ginseng Root Extract**, Tilia Cordata (Linden) Flower Extract*,Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water*, Spagyric Essence (of Panax Ginseng Extract**, Aurum, Argentum, Sulfate), Melissae Officinalis (Balm Mint) Oil*, Myrtus Communis (Myrtle) Oil*, Aroma**, Citral***, Geraniol***, Limonene***, Linalool***.
* - składniki kontraktowane przez Demeter
** - składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych
*** - komponenty naturalnych olejków eterycznych.
Tonik GINSENG jest kosmetykiem biodynamicznym certyfikowanym przez Demeter. Podobnie jak wszystkie produkty marki Martina Gebhardt nie zawiera olejów mineralnych, parabenów, silikonów, składników pochodzących z martwych zwierząt, syntetycznych środków barwiących, zapachowych i konserwujących. Nie jest testowany na zwierzętach i jest produktem wegańskim.

niedziela, 11 czerwca 2017

ORIENTANA Kantola Nawilżająca bio pianka do mycia twarzy




        Do mycia twarzy używam zazwyczaj mydeł naturalnych w kostkach. Czasem zdradzam mydlane kostki z jakimś żelem do mycia twarzy ale zdarza się to niezwykle rzadko. Nigdy jednak nie miałam twarzowego myjadła w postaci pianki. Gdy zobaczyłam, że ORIENTANA wypuściła na rynek takową piankę, ciekawość zwyciężyła i tym sposobem Nawilżająca bio pianka do mycia twarzy znalazła się w moim posiadaniu.


 O tym kosmetyku przeczytałam: Naturalna, lekka i delikatna pianka do oczyszczania twarzy doskonale sprawdza się w pielęgnacji każdego typu cery. Nie zawiera mydła, SLS, SLES, ALS i innych substancji drażniących i zakłócających naturalną barierę hydrolipidową naskórka. Nie przesusza, nie powoduje uczucia ściągnięcia i szorstkości skóry. Zawiera łagodne, bezpieczne i biodegradowalne składniki. Za ich sprawą dogłębnie oczyszcza twarz, usuwając z niej resztki makijażu i zanieczyszczenia zebrane w ciągu dnia. Dzięki ekstraktowi z gurdliny japońskiej wykazuje delikatne działanie nawilżające i kojące, wspomaga mikrocyrkulację skóry i poprawia jej wytrzymałość na działanie niekorzystnych czynników zewnętrznych. W efekcie skóra pozostaje czysta, miękka, odżywiona, nawilżona i przygotowana do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.


Używając kosmetyków naturalnych poznaje się dużo ziół, często egzotycznych. Tak też jest w przypadku bio pianki. W jej składzie znajduje się ekstrakt z owoców gurdliny japońskiej (Trichosanthes Kirilowii Fruit Extract), rośliny rosnącej w Azji, między innymi w górskich rejonach Indii i cenionej w Ajurwedzie i medycynie chińskiej. Dzięki dużej zawartości cukrów gurdlina japońska ma silne działanie nawilżające. Poprawia mikrokrążenie, łagodzi stany zapalne i podrażnienia. Z kosmetycznego punktu widzenia bardzo pożyteczne ziółko.

  
150 ml pianki zamknięto w plastikowej butelce z pompką. Pompka działa bardzo dobrze i precyzyjnie dozuje kosmetyk. Piankę nakładam na twarz i delikatnie masuję skórę. Podczas tego masażu pianka zamienia się w emulsję myjącą. Rytuał ten umila zapach pianki, moim zdaniem jest to zapach kwiatowy. Do dokładnego oczyszczenia twarzy w zasadzie wystarczy jednorazowe umycie ale ja, po spłukaniu pianki, nakładam ją ponownie i powtarzam zabieg. Po takim umyciu nie odczuwam ściągnięcia skóry, natomiast jest dobrze oczyszczona i nawilżona. Pianka Kantola bardzo przypadła mi do gustu i z pewnością będę do niej wracać. Jest kosmetykiem delikatnym ale skutecznym, nadaje się do każdego rodzaju cery.

    
Skład: Aqua, Glycerin, Propanediol, Polyglyceryl-10 Laurate, Caprylyl/Capryl Glucoside, Panthenol, Babassu Oil Polyglyceryl-4 Esters, Trichosanthes Kirilowii (gurdlina japońska) Fruit Extract, Biosaccharide Gum-1, Polyglyceryl-5 Oleate, Sodium Cocoyl Glutamate, Glyceryl Caprylate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene.        

środa, 7 czerwca 2017

Mydło Rozmaryn od MINISTERSTWA DOBREGO MYDŁA




   
          O mydłach od MINISTERSTWA DOBREGO MYDŁA czytałam dużo pozytywnych opinii. Poza tym obejrzałam sobie te kostki na stronie firmy i bardzo mi się spodobały. Nic więc dziwnego, że nabrałam na nie ochoty. Gdy wreszcie zdecydowałam się złożyć zamówienie okazało się, że nie ma mydełka na które miałam największą ochotę, a mianowicie rozmarynowego. W końcu rozmaryn pokazał się w sklepie ale zamówienia już nie składałam gdyż było to kilka dni przed targami EKOCUDA, które miałam zamiar odwiedzić, a wiedziałam, że Ministerstwo też tam będzie. I rzeczywiście. Na targach kupiłam mydło rozmarynowe oraz dwa inne mydełka tej marki. Jako pierwsze do użytku poszło oczywiście rozmarynowe.


Producent tak pisze o tym mydełku:
Jest to naturalne, ręcznie wytwarzane w niewielkich partiach wegańskie mydło z błękitną glinką kambryjską i rozmarynowym olejkiem eterycznym. Błękitna glinka kambryjska jest najstarszą, powstałą ok. 543 mln lat temu, glinką na świecie. Wydobywana na terenach Syberii stanowi niezwykły rezerwuar minerałów. Oczyszcza, działa przeciwzapalnie i regeneruje naskórek, stymuluje krążenie krwi i zwęża pory. Olejek rozmarynowy (Rosmarinus Officinalis L.) ma zaś działanie antybakteryjne i antygrzybicze, rozluźnia mięśnie i pobudza ciało do działania. Mydło jest idealne dla osób o skórze zmęczonej. Delikatne, nie podrażnia i nie wysusza. Zawiera ok. 3% niezmydlonych olejów i maseł, które pielęgnują skórę podczas mycia. Duże, kwadratowe. Zawieszone na sznurku konopnym.


Kostka rozmarynowa waży 100 g i ma, rzadko spotykany wśród mydeł, kształt sześcianu. Kolor niebieski, a właściwie morski. Jedna ze ścianek sześcianu, ta, z której wychodzi konopny sznurek, pokryta jest suszonymi listkami rozmarynu, a w trakcie zmydlania kostki, listki odpadają w bardzo niewielkim stopniu. Mydełko wytwarza może i niezbyt obfitą pianę ale za to jaką. Jest to piana gęsta i treściwa, a po rozprowadzeniu jej po skórze przybiera postać odżywczej emulsji. Całości dopełnia piękny, ziołowy zapach. Zapach rozmarynu. Uwielbiam kąpiel z tym mydełkiem tym bardziej, że pozostawia skórę dobrze oczyszczoną ale nie wysuszoną i bez uczucia ściągnięcia. Czegóż więcej można chcieć od mydła? Uwiodło mnie już od pierwszego użycia, a myję nim twarz i całe ciało.


Skład mydła: Woda, Zmydlone: Olej kokosowy, Oliwa z oliwek, Olej palmowy (zrównoważony)*, Olej rycynowy, Olej ze słodkich migdałów, Nierafinowane masło kakaowe**, Nierafinowane masło shea**, Rozmarynowy Olejek Eteryczny, Błękitna Glinka Kambryjska, Hydratyzowana Zieleń Chromowa (pigment mineralny), *Olej palmowy z certyfikatem RSPO - olej pozyskiwany z szacunkiem dla ludzi i środowiska **nierafinowane.


Mydło rozmarynowe bardzo ładnie prezentuje się w łazience ale jego kształt nie jest zbyt wygodny, kostkę trudno obraca się w dłoniach. Producent radzi usunąć sznurek i przeciąć kostkę na pół. Nie skorzystałam z tej rady ale może następnym razem tak zrobię gdyż zamierzam wracać do tego mydełka. Jest tego warte.

niedziela, 4 czerwca 2017

ARGITAL Płyn do higieny intymnej z zieloną glinką i olejkiem niauli




         Na Płyn do higieny intymnej marki ARGITAL  miałam ochotę już od dawna, a mianowicie od chwili gdy przeczytałam recenzję Anuli (klik). Anula, znana w blogosferze kusicielka, potrafi to robić bardzo skutecznie. Mnie też skusiła chociaż trochę trwało zanim kupiłam ten żel.


  
Na temat żelu przeczytałam: Delikatny płyn do higieny intymnej na bazie tensydów roślinnych, wzbogacony olejkiem niauli (Melaleuca Viridiflora) i zieloną glinką. Nie podrażnia skóry, działa łagodząco, bakteriostatycznie i przeciwzapalnie. Skutecznie nawilża i oczyszcza. Kwas mlekowy pozwala zachować naturalny, kwaśny odczyn miejsc intymnych, wzmacniając ochronę przed podrażnieniami. Dzięki zawartości olejków: miętowego i lawendowego żel daje uczucie świeżości i czystości przez długi czas. Zielona glinka absorbuje zanieczyszczenia i odświeża.


       

Zaintrygował mnie olejek niauli w nazwie kosmetyku. Przeczytałam, że pochodzi on z wiecznie zielonego drzewa rosnącego w Australii i Nowej Kaledonii. Posiada silny zapach słodko-świeży z nutą kamfory. Stosowany głównie w aromaterapii, posiada właściwości antyseptyczne i pobudzające, a jego nazwę należy pisać niaouli.



250 ml płynu otrzymujemy w plastikowej butelce. Butelka dobrze układa się w dłoni, jedynie klapka dosyć ciężko się otwiera i dlatego butelka stała w łazience z klapką tylko lekko przymkniętą.
Płyn powinien właściwie nazywać się żelem ze względu na swoją żelowatą konsystencję. Żel jest mętny i jego wygląd kojarzy mi się trochę z rozcieńczonym wodą mlekiem. Zapach nazwałabym ziołowym z mocno dominującą miętą.
Gdy po raz pierwszy użyłam tego żelu nie byłam zachwycona. Poczułam pieczenie i lekkie odrętwienie. Pomyślałam sobie wtedy: "Ojej, co ja kupiłam? Czym ta Anula tak się zachwycała?" Jednak to niemiłe odczucie dosyć szybko minęło i pozostało wrażenie czystości i świeżości. Postanowiłam więc zużyć żel. Dobrze zrobiłam gdyż po kilku dniach używania odczucia nie były już tak niemiłe, widocznie skóra przyzwyczaiła się do żelu. Zużyłam kosmetyk do końca i z biegiem czasu coraz bardziej mi się podobał, a zwłaszcza to długo pozostające odczucie świeżości i czystości. 
Skład żelu jest taki:




Żel do higieny intymnej od Argital posiada dwa certyfikaty: ICEA i BDIH. Po zużyciu całej butelki żelu uważam go za ciekawy i skuteczny kosmetyk. Z pewnością jeszcze niejeden raz go kupię.



sobota, 27 maja 2017

Dezodorant w kremie z białą glinką francuską od PURITE



    Tegoroczna wiosna długo przypominała bardziej zimę niż samą siebie. W końcu odpuściła i wreszcie mamy upragnione ciepło, a czasem nawet bardzo ciepło. W takie dni niezbędnym elementem pielęgnacji (oprócz mycia oczywiście) jest stosowanie dezodorantów. Dezodorantów używamy przez cały rok ale wiosną i latem są one szczególnie ważne ze względu na wzmożone pocenie się. Myślę, że jest to dobry moment na napisanie notki o dezodorancie. Chodzi o  Dezodorant w kremie z białą glinką francuską polskiej marki PURITE.


 
Producent tak opisuje dezodorant: Dezodorant na bazie jedynie naturalnych składników dezodorujących, tak dobranych, aby poza wyjątkową pielęgnacją zapewniały komfort i świeżość na cały dzień. Bez żadnych zbędnych dodatków i niewiadomego pochodzenia składników o niemożliwych do wymówienia nazwach INCI. O właściwościach dezodorantu decyduje unikalna kompozycja sypkich substancji antyseptycznych oraz działających przeciwbakteryjnie i odświeżająco olejków eterycznych jakości terapeutycznej.
Producent zapewnia, że dezodorant nie zawiera konserwantów, sztucznych aromatów i barwników.



 
Dezodorant w kremie nie jest dla mnie absolutną nowością gdyż miałam już jeden w tej postaci. Był to produkt amerykańskiej marki Schmidt`s i pisałam o nim tu.
Z dezodorantu Schmidt`s byłam zadowolona, a gdy się skończył postanowiłam wypróbować produkt rodzimej marki Purite.
Firma Purite produkuje dwa rodzaje dezodorantów: z glinką białą i z glinką zieloną. Na początek zdecydowałam się na ten z glinką białą gdyż jest ona najłagodniejsza i najdelikatniejsza ze wszystkich glinek.


 
Dezodorant otrzymujemy w słoiczku z ciemnego szkła z plastikową zakrętką. Słoiczek zawiera 60 ml kosmetyku. Krem ma kolor beżowy, zbliżony do koloru kawy z mlekiem. Jego zapach określiłabym jako ziołowo-miętowy i taki trochę kojarzący się z apteką. Nie wprawia mnie w zachwyt ale też nie odrzuca. Krótko mówiąc może być, przynajmniej dla mnie. Konsystencja kremowa. Nie można jej nazwać lekką ale też nie jest ciężka i mocno zbita. Krem bez problemu nabieram palcem, trochę rozcieram palcami i wmasowuję w skórę pod pachami. Z pewnością nie trwa to dużo dłużej niż użycie dezodorantu w sztyfcie lub w kulce.
Czy jest skuteczny? Moim zdaniem tak. Dzięki niemu nie czuję przykrego zapachu potu ale jego wydzielanie nie jest blokowane. Gdy zaczęłam używać tego dezodorantu było dosyć zimno i nawet zastanawiałam się czy nie odstawić go aż do lata. Jednak się ociepliło i to znacznie więc nadal go używam. W ciepłe dni też dobrze się sprawdza. Nawet bluzka pod pachami jest sucha. Jednego, bardzo ciepłego dnia bluzka była lekko wilgotna ale nie było na niej mokrych plam, a przecież o to chodzi. Wydzielany pot prawdopodobnie wchłaniany jest przez skrobię i glinkę znajdujące się w składzie dezodorantu. Ja nie należę do osób bardzo mocno się pocących i nie wiem czy ten dezodorant sprawdziłby się u osób z nadmierną potliwością. Każdy musi sprawdzić to sam na sobie. Dodam jeszcze, że dezodorant ten nie brudzi ubrań.


  
Skład (INCI): Sodium Bicarbonate, Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter, Corn Starch Modified, Helianthus Annuus Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Kaolin Clay, Musk Rose (Rosa Moschata) Seed Oil, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Mentha Piperita Leaf Oil, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Citrus Bergamia (Bergamot) Oil, Citral*, Limonene* and Linalool*.
* - naturalne składniki olejków eterycznych.

I polska wersja składu: wodorowęglan sodu, masło shea, skrobia ziemniaczana, olej słonecznikowy, olej jojoba, francuska glinka biała, olej z dzikiej róży, gliceryna roślinna, olejek ze słodkiej pomarańczy, olejek z lawendy lekarskiej, olejek z mięty pieprzowej, olejek z drzewa herbacianego, olejek z bergamotki. 

Pewnie zauważyliście, że w każdej wersji językowej składu podkreśliłam po jednym składniku. Zrobiłam tak ze względu na pewną nieścisłość. Otóż w składzie INCI mamy skrobię kukurydzianą modyfikowaną, natomiast w polskiej wersji językowej widnieje skrobia ziemniaczana. Nie posądzam tu producenta o jakieś celowe kłamstwa. Prawdopodobnie jest to zwykła pomyłka ale klient nadal nie wie jakiej skrobi użyto w produkcji dezodorantu. Zapewne oba rodzaje skrobi nadają się do tego kosmetyku ale po to jest obowiązek pisania składów żeby klient wiedział z czego składa się kosmetyk. Nie wpływa to oczywiście na moją ocenę dezodorantu, który uważam za dobry produkt i pewnie jeszcze niejeden raz go kupię. Ten egzemplarz kupiłam tu    
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...